Raz w miesiącu, pojawiam się gdzieś w Polsce...
RSS
niedziela, 28 sierpnia 2011




Niewielka wieś Lędziechowo, to jedno z wielu miejsc, jakich wiele w naszym kraju, gdzie czas płynie wolniej. Dziś, patrząc na pozostałości dworku, tylko dzięki starym fotografiom można zobaczyć jak to wszystko się zmieniło (na gorsze, jak to często bywa w tego typu przypadkach).

W upalne południe, spotkana kobieta spacerująca z małym dzieckiem była jedynym elementem ruchomym tego krajobrazu. W dodatku zupełnie niepasującym do niego. Gdyby to było miejsce oblegane przez turystów, ze swoją wiedzą z powodzeniem mogłaby ona być ich przewodnikiem po okolicy.



Wydaje się, że również dni barokowego hełmu wieżyczki są policzone. Wyraźnie nie wytrzymuje on nacisku bocianiego gniazda, choć tamtego dnia wydawało się, że równie dobrze mógł zniekształcać się od palących promieni słońca, jakby był to plastik nieodporny na wysokie temperatury.




Imponujących rozmiarów dąb znajduje się przy jednej z polnych dróg wychodzących ze wsi.
- Większy od "Bartka" - jak wcześniej zapewniała "przewodniczka". Co prawda z tego typu porównaniem do dębu z okolic Kielc to trochę przesada, ale pomimo tego, lędziechowski okaz robi wrażenie. Myślę, że do objęcia pnia potrzeba by było ze trzy, może i cztery osoby, więc można powiedzieć, że jest to dąb jak chłop. 




Aż trudno uwierzyć, patrząc na rozwaloną cegielnię, że kiedyś ta mieścina miała własną piekarnię, kino i świetlicę. Dziś próżno szukać tu rozrywek i miejsc pracy.

W następnej odsłonie Lędziechowa zapraszam na komnaty...