Raz w miesiącu, pojawiam się gdzieś w Polsce...
RSS
niedziela, 28 sierpnia 2011




Niewielka wieś Lędziechowo, to jedno z wielu miejsc, jakich wiele w naszym kraju, gdzie czas płynie wolniej. Dziś, patrząc na pozostałości dworku, tylko dzięki starym fotografiom można zobaczyć jak to wszystko się zmieniło (na gorsze, jak to często bywa w tego typu przypadkach).

W upalne południe, spotkana kobieta spacerująca z małym dzieckiem była jedynym elementem ruchomym tego krajobrazu. W dodatku zupełnie niepasującym do niego. Gdyby to było miejsce oblegane przez turystów, ze swoją wiedzą z powodzeniem mogłaby ona być ich przewodnikiem po okolicy.



Wydaje się, że również dni barokowego hełmu wieżyczki są policzone. Wyraźnie nie wytrzymuje on nacisku bocianiego gniazda, choć tamtego dnia wydawało się, że równie dobrze mógł zniekształcać się od palących promieni słońca, jakby był to plastik nieodporny na wysokie temperatury.




Imponujących rozmiarów dąb znajduje się przy jednej z polnych dróg wychodzących ze wsi.
- Większy od "Bartka" - jak wcześniej zapewniała "przewodniczka". Co prawda z tego typu porównaniem do dębu z okolic Kielc to trochę przesada, ale pomimo tego, lędziechowski okaz robi wrażenie. Myślę, że do objęcia pnia potrzeba by było ze trzy, może i cztery osoby, więc można powiedzieć, że jest to dąb jak chłop. 




Aż trudno uwierzyć, patrząc na rozwaloną cegielnię, że kiedyś ta mieścina miała własną piekarnię, kino i świetlicę. Dziś próżno szukać tu rozrywek i miejsc pracy.

W następnej odsłonie Lędziechowa zapraszam na komnaty...




czwartek, 28 lipca 2011





Dzięki temu, że jeszcze nie cała zieleń zdążyła wystrzelić w górę, mogłem spojrzeć na obiekt datujący swe początki w 1867 roku (przebudowany w 1922)z dystansu.





Gdy byłem tu w zeszłym roku, musiałem obejść się smakiem, to znaczy: obejść pałac tylko wkoło. Poszukiwacze skarbów i przygód, zapewne wciąż tu zaglądający, przedarli się skutecznie przez zasieki, pozostawiając możliwość zwiedzenia obiektu od środka. Trudno było nie skorzystać z takiego "zaproszenia". Jak widać na powyższym zdjęciu: skarbem może być kawałek parkietu, który prawdopodobnie służy do podtrzymywania ogniska domowego, lub metalowe części kominka...








W pałacu mieszają się style. Każda epoka i właściciel zostawił tu swój ślad.
Od detali pamiętających czasy przedwojenne, po biurowy wystrój wnętrz pamiętający czas słusznie miniony.








W ciemnych barwach widzę dalszy los obiektu, który niszczeje z roku na rok, będąc nadal bez nowego właściciela.




wtorek, 28 czerwca 2011




Przy drodze krajowej nr1 pomiędzy Toruniem a Włocławkiem (znacznie bliżej tego pierwszego miasta) znajduje się miejsce upamiętniające ofiary największej katastrofy kolejowej w Polsce. W tym miejscu w wyniku czołowego zderzenia dwóch pociągów śmierć poniosło 67 osób (dwie po przewiezieniu do szpitala). Miało to miejsce 19 sierpnia 1980 o godzinie 4:35.



Nie lada problemem jest znalezienie tego miejsca. Kiedyś przy głównej drodze znajdowała się tablica informacyjna, ale to już dawne dzieje. Być może zadziałali złomiarze, którzy niejednokrotnie okradali i sam pomnik z co cenniejszych fragmentów. Jednocześnie nie jest moim celem opisywanie tu tragicznego zdarzenia sprzed lat. Bez trudu można naleźć w Internecie informacje i zdjęcia z katastrofy (np. tutaj). Blog wszak służy mi tylko do dokumentacji odwiedzonych miejsc z dala od autostrady. Chociaż...




Właśnie obok pomnika będzie krzyżowała się autostrada A1 z torami kolejowymi. No i tym sposobem miejsce znajdzie się w bezpośrednim jej sąsiedztwie. Śmiem jednak twierdzić, że i tak będzie to niejako z dala od autostrady, bo któż będzie wiedział o obecności tutaj tego miejsca, pędząc drogą z północy na południe lub odwrotnie?




Po drugiej stronie torów: ciekawostka. Budowa autostrady przebiega przez teren byłego poligonu wojskowego. Cały czas świadczą o tym fakcie stojące jeszcze tablice ostrzegawcze. Bez obaw (raczej). Wejście na ten teren już niczym nie powinno grozić (chociaż zawsze jednak jakiś zabłąkany niewybuch mógłby się trafić). I tym "optymistycznym" akcentem wypada mi zakończyć. Jednej tragedii w tym miejscu wystarczy.

niedziela, 05 czerwca 2011




Widok z lotu ptaka. Fot. W.Stępień z albumu "Leksykon zamków w Polsce".

Zachęcony powyższym zdjęciem, postanowiłem odwiedzić wieś Besiekiery w woj. łódzkim, a właściwie, to dziko wyglądające miejsce. Początki tego zamku, w tym osobę jego fundatora, są mało przejrzyste. Właściwie, to jedynym pewnikiem, jest to, że powstał on około 1500 roku. Jak bywa w tego typu obiektach, był on na przestrzeni dziejów wielokrotnie przebudowywany, aby w widocznym na zdjęciach stanie dotrwać do naszych czasów.




Gdy odwiedziłem to miejsce w latach 2001/2002, wszystko wyglądało naprawdę dziko i tym samym, jakby otoczenie dostosowało się do ruiny zamku.




Gdy ponownie odwiedziłem Besiekiery w tym roku, oczom moim ukazał się zgoła inny widok.




Porównując zdjęcia, które dzieli ok. 10 lat, widać, że wykonano tu kawał roboty. Chociaż... moim zdaniem jakby... straciło swój urok. Oczywiście, gdybym zobaczył to miejsce po raz pierwszy dziś, to moje odczucia byłyby inne. Cóż, szukałem dzikości a znalazłem uporządkowany w każdym calu świat. Ale nie wszystko stracone, będę obserwował powolną, ponowną destrukcję tego miejsca. O to (niestety) jestem spokojny.