Raz w miesiącu, pojawiam się gdzieś w Polsce...
RSS
niedziela, 31 października 2010




A miało być tak pięknie... Wszystko skąpane w zieleni. Fontanna? Obok miał być wielki staw. Teraz jest tam tylko wielki wykop. Samoistnie stał się ostoją dziko rosnącej przyrody, która wzięła sprawy w swoje ręce, nie pytając właściciela o zgodę. Cóż, przykład idzie z góry. Tu nikt nikogo nie pytał o zgodę na wybudowanie zamku, który według Kazimierczaka "sam się już zalegalizował, bo minęło 20 lat od rozpoczęcia prac".







Nawet strażnicy zamku - apostołowie, zaklęci w dwanaście wież, nie potrafili uchronić budowy przed jej zamrożeniem(?), spowodowanym kłopotami finansowymi właściciela. Z rozmachem rozpoczęte w 1983 roku prace, wstrzymano na początku lat 90.







A może jednak dobre duchy czuwają nad zamczyskiem? Wszak architekci uważają, że ponoć "przy zastosowanych rozwiązaniach konstrukcyjnych zamek dawno powinien się zawalić". Jak jednak widać, nie chce się on poddać temu co "powinien", i stoi, pomimo braku jakiegokolwiek zabezpieczenia przed skutkami działania sił przyrody, chociażby. I wbrew co jakiś czas ogłaszanym decyzjom o rozbiórce zamku. Już w 2007 roku "Portal Pomorza.pl" ogłaszał wszem i wobec: "Słynny zamek w Łapalicach do rozbiórki!" informując, że "zapadła ostateczna decyzja". Decyzja decyzją a dobre duszki czuwają...



Na czym polega więc wyjątkowość budowli, że znalazła swoje miejsce nawet na stronach przewodnika turystycznego? Może to, że stoi pomimo tego, że nie powinna? Niewiele źródeł o tym wzmiankuje, więc chyba nie. Może wyjątkowa lokalizacja? Ładnie tutaj, ale to pospolite miejsce w tych okolicach.
Wydaje mi się, że całym "magnesem" jest możliwość podejrzenia, jak mogą mieszkać ludzie mający "trochę" więcej zaskórniaków od przeciętnego Polaka. Wiele znalazłoby się takich "zamków" w naszym kraju, ale są one pilnie strzeżone przed ciekawskimi. Tutaj możemy wręcz dotknąć odrobiny luksusu. No i troszkę pocieszyć się, że nie tylko biednemu wiatr w oczy.



Obecnie "ruch turystyczny" odbywa się tu do późnego wieczora. Jak twierdzą okoliczni mieszkańcy, też po zmroku kwitnie życie towarzyskie. Służy też zamek jako plener fotograficzny, który upodobali sobie zwłaszcza nowożeńcy.
I może tu tkwi klucz do możliwości dokończenia budowy (wbrew urzędowym nakazom rozbiórki)? Może właściciel, zamiast zwalać całą winę za przeciwności losu na politykę i siły przyrody (zalane przez powódź maszyny nowego zakładu Kazimierczaka), powinien stanąć on przy furtce i odcinać kupony od kapitału, czyli sprzedawać bilety wstępu...?




sobota, 09 października 2010


Łapalice. Niewielka wieś leżąca na trasie Kartuzy - Sierakowice, niczym nie wyróżniająca się spośród innych polskich wsi. Poza jednym "magnesem", który przyciąga tu wielu ludzi chcących zobaczyć coś niezwykłego. Ma bowiem ta wieś swój zamek z... drugiej połowy XX wieku, który znajduje się - jakże by inaczej - przy ulicy Zamkowej. Zamek ten, który raczej należałoby nazywać pałacem, znalazł swoje miejsce na wielu kartach przewodników turystycznych jako obiekt godny zwiedzenia. Chociaż tak naprawdę nie wiadomo dokładnie dlaczego jest on tego wart...




Jak każdy szanujący się zamek, tak i ten w Łapalicach jest otoczony murem obronnym, przez który niewiele zobaczymy, co właściwie na starcie skreślałoby go z listy obiektów godnych zwiedzenia - cóż nam po obiekcie, którego nie możemy właściwie zobaczyć. Ale każdy mur obronny ma gdzieś swój słaby punkt...



Znajdująca się "od zaplecza" drewniana brama jest słabym punktem oporu, któremu mocy nie dodadzą groźnie brzmiące zakazy. Wyraźnie wydeptana ścieżka, prowadząca wprost do zamku niczym wytyczony szlak turystyczny, jest najlepszym dowodem zmarnowania puszki czerwonej farby.




Gdy przejdziemy zaledwie kilkadziesiąt metrów mocno uczęszczanym szlakiem ujrzymy dość bajkowo teraz wyglądający zamek, chociaż gdy wokół wieżyczek znajdowały się jeszcze drewniane rusztowania, to wyglądał on bardziej niesamowicie. Można to zobaczyć na tym filmiku sprzed dwóch lat.







Wygląda na to, że tu można by pomodlić się w intencji rychłego zakończenia budowy, która raczej zasługuje na miano samowoli budowlanej. Pierwotny projekt zakładał bowiem wybudowanie tu budynku mieszkalnego z pracownią rzeźbiarską o powierzchni 170 m.kw. które rozrosły się do... pięciu tysięcy!




Poniżej "kaplicy", w planowanym basenie, można by zapewne oczyścić się z grzechów... Chociaż za całe zło, które odbiło się rykoszetem na łapalickim zamku, jego pomysłodawca - Piotr Kazimierczak - obarcza wszystkich dookoła siebie. Ludzki spisek w powiązaniu z siłami nadprzyrodzonymi. Można o tym poczytać sobie w wywiadzie pt. "Nie jestem szaleńcem!" z 2006 roku.


środa, 25 sierpnia 2010

Pierwszy mój przystanek, gdzie Bzura wpada do Wisły i krzyżują się drogi: Sochaczew - Płońsk i Warszawa - Płock. Most drewniany w Wyszogrodzie, a raczej to, co z niego pozostało po rozebraniu w 1999 roku - widokowy pomost drewniany pozostawiony jako pamiątka po najdłuższym drewnianym moście Europy.


Wydaje się, że pozostawiony samemu sobie(?) pomost niedługo będzie pamiątką po starym moście. Na tym zdjęciu - z 2007 roku - widać, że jeszcze tliło się tu jakieś życie. Teraz, chociaż był to środek tegorocznego lata, było to zapomniane miejsce.

Pierwszy wyszogrodzki most drewniany powstał przypadkowo - jak informuje tablica informacyjna w mieście. Wznieśli go ze względów strategicznych niemieccy saperzy w 1916 roku. W czasie II wojny światowej dwa razy był wysadzany. Najpierw w czasie bitwy pod Bzurą przez saperów armii Modlin, a pod koniec wojny - przez Niemców. Po wojnie most odbudowano traktując go jako inwestycję tymczasową (jak po raz kolejny pokazała historia - prowizorki są najtrwalsze).


Potężna izbica co roku się przydaje - patrz poniżej linkowany film. W tle widoczny nowy most, otwarty 13 października 1999 roku.

Jednak z czasem niszczejący most stał się zbyt niebezpiecznym w użytkowaniu. W latach 1961-67 zastąpił go nowy, stalowo-drewniany. To już ten, którego fragment możemy dzisiaj (jeszcze?) oglądać. Miał on 1285 metrów długości i był uznawany za najdłuższy most drewniany w Europie.
Aby zabezpieczyć most przed krą, od strony dolnej wody pomost nad filarami dociążano pryzmami z piaskiem. Przy podporach w nurcie głównym umieszczono izbice rozcinające lód.
A na jakie niebezpieczeństwa jest narażony taki most można przekonać się oglądając ten film z marca tego roku, gdy lody ruszyły w dół Wisły. Nie jest to film akcji, ale pokazuje, że natura działa pomału aczkolwiek systematycznie drąży... tutaj most.


Dzisiaj wszystko sprawia wrażenie stagnacji i powolnego chylenia się ku upadkowi, tak jak ten teren zaniedbanego amfiteatru. Tak na marginesie: podczas wiosennej powodzi woda sięgała do okna budynku po prawej stronie zdjęcia.

Sam Wyszogród pierwszy raz został wzmiankowany w 1065 roku a prawa miejskie nadano mu w 1398 roku. Położony na prawym brzegu Wisły na wysokiej 30-metrowej skarpie, należy do najstarszych grodów Mazowsza. W czasie nadania praw miejskich miasto przeżywało swój rozkwit (znaczący ośrodek sukiennictwa i rzeczny port handlowy), który zahamował późniejszy potop szwedzki (1655-1660) oraz dostanie się pod panowanie Prus po drugim rozbiorze Polski. Całości upadku dawniejszej wielkości miasta dopełniły zniszczenia podczas drugiej wojny światowej. Dzisiaj liczba ludności Wyszogrodu (niespełna 3 tysiące), to nawet nie jest połowa tej z 1939 roku, gdy miasto liczyło 6379 mieszkańców.


Jak już wspomniałem, stary most rozebrano pod koniec 1999 roku, po otwarciu nowej przeprawy. Tutaj można zobaczyć jedne z ostatnich zdjęć starego obiektu, po którym jazda przypominała prawdziwy tor przeszkód.

Pomimo raczej ponurego, sennego, pełnego stagnacji obrazu miasta (być może po części była to wina panujących wtedy upałów), to znalazłem optymistyczny akcent. Zrobiona dziecięcymi rękami bardziej tęczowa wersja rzeczywistości, zahamowana tylko zasobami farby - jak powiedział mi mieszkaniec domu, siedzący na schodach przed drzwiami wejściowymi, cieszący się cieniem w ten upalny sierpniowy dzień. Cieszący się również tym, że w marcu wody Wisły zaledwie doszły do tych schodów...



czwartek, 19 sierpnia 2010


Według oficjalnych wiadomości mamy dzisiaj w Polsce około 850 kilometrów autostrad i chociaż do EURO 2012 nie powstaną wszystkie zaplanowane odcinki to i tak za dwa lata będziemy mieli ich dwa razy tyle co teraz. Gdy jednak już będziemy się cieszyć równymi wstęgami autostrad, to może się okazać, że zatęsknimy za krótkim przystankiem z dala od niej...

Więc wsiądź do mojego blogu, lecz nie licz na autostradowe - patrząc na szybkość poruszania się po niej pojazdów - lub chociażby ekspresowe tempo dodawania tu fotograficznych przystanków. Leniwie będę podążał "Driving Away From Home".





1 , 2 , 3 , 4